Nocne życie Toronto: O Grze w golfa!

Heyah! Taki przewodnik dla nocnych turystów, z perspektywy przygody. Dziewięć knajp, czyli dziewięć dołków. Żeby było troszkę ciekawiej, to dziś nawet ze zdjęciami (moje, więc robione ziemniakiem). Jak przewodnik, to i spis treści nawet jest. A co! Dołek 1: Local’s Only Dołek 2: Painted Lady Dołek 3: Get Well Dołek 4: Cloak and Dagger Dołek 5: Maddison Dołek 6: Wide Open Dołek 7: Firkin Dołek 8: Domówka u Marco Dołek 9: Local’s Only v.2 Wstęp W pewne sobotnie popołudnie siedziałem sobie w raczej opustoszałym o tej godzinie lokalnym barze. W jednej...

Short: Kanadyjska sztuczka

Heyah! Kolega z pracy (Polak, w Toronto) pokazał mi sztuczkę: Ej?! Wiesz jak zmusić Kanadyjczyka do biegania? – zapytał pewnego dnia, po czym otworzył drzwi jakieś 20 metrów przed zbliżającym się chłopaczyną z naręczem dokumentów i spojrzał mu znacząco w oczy. Ten jak wyrwał, do sprintu przeszedł, przebiegł przez drzwi i przysiągłbym jeszcze zdążył nas za coś przeprosić. Tak mu zależało, żebyśmy nie musieli za długo na niego czekać. Pogański kraj. Ale problem otyłości mają jakby mniejszy niż południowi sąsiedzi. Czołem!

O twórcach gier: Okrucieństwo wobec zwierząt

Heyah! I naprawdę o tym będzie, ale najpierw szybki wstęp dla niebranżowych/nietechnicznych. Mocap – skrót od Motion-Capture, to standard w grach i filmach, jeśli chodzi o animację komputerową. Z grubsza polega to na tym, że się przykleja do aktora plasterki z takimi ping-pongami, a w specjalnym pokoju miliony kamer potrafią te punkty nagrać. Nakłada się je potem na wirtualny szkielet, a efekt takiego “nagrania” jest podstawą dla animatora, do tego, abyście mogli na swoich ekranach zobaczyć te wszystkie ruszające się i biegające rzeczy. W tym przypadku zlecenie było niecodzienne, bo...

O twórcach gier: Firmowy zwierzak

Heyah! Pewnego razu, pewna koleżanka miała urodziny, więc jej lokalne towarzystwo zorganizowało zbiórkę na prezent. Pomyślałem, że to miłe, do czasu aż dowiedziałem się, jaki jest plan. – Stary, kupujemy jej prawdziwą, faktyczną, używaną, żółtą betoniarkę! – podzielił się Autor pewnego razu na papierosie. – Ale dlaczego? – No właśnie! Przekonał mnie tą argumentacją. Już jakiś czas temu nauczyłem się, że w mojej branży pytanie “dlaczego”, jest momentami pytaniem tylko… retorycznym. Uważnie śledziłem dalszy rozwój sytuacji. Ktoś się wygadał, a “o mało co” Obdarowana, gdy zorientowała się, jak blisko plan...

O twórcach gier: Jak zepsuliśmy bar

Heyah! To akurat legenda z mojej obecnej Torontońskiej Fabryki. Swego czasu ktoś postanowił zaryzykować i w takiej mocno industrialnej części miasta postawić specyficzny bar o nazwie “Neon”. Jakby się towarzystwo okoliczne nie zorientowało, właściciele dorzucili tęczowy szyld, flagę “Pride” i drinki z parasolką w standardzie. Raczej atmosferą to było bardziej na żeńską część klienteli nastawione. Tak to im chyba nawet przez chwilę pod tym kierunkiem działało, ale pech sprawił, że tuż obok postawili Fabrykę (no bo industrialnie przecież). Z niej wypełzły prędko całe grona inżynierów i artystów, którzy spragnieni od...

Seria: O twórcach gier, od twórcy gier. – Wstęp.

Heyah! Ten blog jest dla mnie głównie pamiętnikiem, więc chciałbym teraz pomieszać te moje torontońskie powiastki z innymi, równie ważnymi dla mnie sprawami. Tę serię dedykuję zjawiskom z pracy (a zajmuję się tym: “O programowaniu grywalności”). Mam w repertuarze parę opowieści, w temacie. Takich bardziej do łyknięcia na raz. Postaram się kiedyś jakoś to oznaczyć i ogarnąć, żeby zainteresowani tylko np. Toronto, się odnaleźli (linki, spis, czy #), ale wiecie… “kiedyś”. (Jak facet mówi, że coś zrobi, to znaczy, że zrobi – nie trzeba mu co pół roku przypominać). Czołem!

O programowaniu grywalności

Heyah! Dziś o miejscu, które do mojego repertuaru opowieści dołożyło całkiem solidną cegiełkę, więc będzie o pracy. Ta jest z czasów wcześniejszych, bliżej domu. O Torontońskiej Fabryce na pewno jeszcze napiszę, bo jest o czym. Gry. Zarabiam na chlebek, robiąc gry. W dosłownym sensie, więc jeśli trafiłem tu na zatroskanych, to tak, jestem bezpośrednio odpowiedzialny za to wcielenie szatana, które zmusza wasze niewinne pociechy do strzelania do siebie w szkołach (jeśli wierzyć specjalistom dajmy na to, miesięcznika NaY). Moja wina! Wy jesteście spoko. Jeśli natomiast w tej konkretnej ludzkiej barykadzie...

Kanadyjski wieczór kawalerski!

Którego, tak po prawdzie, to nawet nie było. Heyah! Obiecałem, że życia nocnego Toronto będzie ciąg dalszy, to jest. Z pewnej ciekawej… perspektywy. Byłem sobie raz na Kensington market na samotnym piwie (o Kensington i jego specyficznym klimacie było już z trzy posty temu i będzie jeszcze później). Pewien kolega miał mi towarzyszyć, ale mnie wystawił (mam nadzieję, że do dziś Bartuś żałujesz), więc akurat zmieniałem bar, z jednego co jest smutny, na jakiś inny, który miał być wesoły i tak poznałem Henry’ego! To była taka postać stylowo i aparycją...

O Pablo Escobarze z “poradni”

Heyah! Tytuł trochę nietrafiony, ale sprawdziłem w słowniku i słowo dispensary właśnie tak się tłumaczy. Dla nietutejszych: w poradni/dispensary (torontońskiego znaczenia) można się wielu rzeczy poradzić, ale nie za wielu przydatnych. Jest to bardziej sklep ogrodniczy, który ma zazwyczaj tylko jedną roślinkę na stanie, ale w bardzo wielu odmianach, pod ciekawymi nazwami. Nie owijając w konopie, sytuację prawną marihuany w Toronto da się opisać jako “niesprecyzowaną”. Z jednej strony dalej jest chyba do sprzedaży nielegalna bez recepty, ale z drugiej, już pan premier powiedział, że za rok będzie dla wszystkich, więc...

O mieście pod miastem

Heyah! Chyba spodobało mi się to nowe hobby, a że tak sobie założyłem, że będę tutaj pisał, gdy tylko najdzie mnie inspiracja, to jestem. A wiecie, że Toronto to tak naprawdę dwa miasta? Najpierw wstępniak. Generalnie miasto jest proste jak szmata. Jest kratka ulic północ-południe i wschód-zachód i jedna pojebana ulica co skręca, czyli Dundas. Kto był, ten wie. Kto nie był, jest mapa googiela w 3d, se może zobaczyć. Do każdego miejsca w centrum Toronto można się dostać, idąc prosto i skręcając dokładnie 2 razy. Linia metra jest równie...

O Havierze, fryzjerze

Heyah! Najciekawszych ludzi spotyka się zawsze w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Jako nowy osobnik w Toronto, musiałem w pewnym momencie dokonać czynności dla mnie przez całe życie “technicznej”, czyli fryzjer. Do sprawy zabrałem się tak, jak mam w zwyczaju, czyli praktycznie. Wyszukałem w googielu – “Toronto Man Hairdresser” i wyszło mi gówno, potem wpadłem na pomysł, żeby dać “Toronto man barber” i znalazłem! Man’s Cave (*”Jaskinia mężczyzn”) po drodze z pracy do domu, cena dość wysoka, ale w sumie nawet nie wiedziałem, ile taki fryzjer może tutaj kosztować, termin mają akurat...

Opowieść windziarki z CN Tower

Heyah! Co to CN Tower w Toronto jest, to wiedza raczej taka ogólna, także tylko w dwóch słowach – dla śpiących. Jest to najwyższy budynek/wieża/obiekt tutaj, który z daleka jest bardzo malowniczy, ale traci przy bliższym poznaniu (taki betonowy pałąk trochę to jest). Na szczycie tej igiełki funkcjonuje nawet całkiem sympatyczna restauracja z fenomenalnym widokiem, a do tego mają tam wszystkie inne typowe turystyczne bzdety. Jest szklana podłoga z widokiem na miasto, całkiem spory taras do podziwiania panoramy, sklep, w którym można kupić 1000 rodzajów syropu klonowego, misia z flagą...

O podstawach Toronto

Heyah! No to sprawa ma się tak. Prawie 2 lata temu wpadłem na genialny pomysł, żeby zmienić kontynent i chyba zakochałem się w nowym miejscu – w Toronto. Ja rozumiem, że patriotyczne powody każą mi tylko do tych łąk zielonych i innych takich wzdychać, no ale jest tu troszkę zajebiście. Tułałem się delikatnie po tym świecie, ale mam wrażenie, że wyląduję tu na dłużej. Zapewniam was, mam kilka dobrych powodów. Przyznam jednak, że parę rzeczy mnie delikatnie wkurwia. A co! Przecież muszę też ponarzekać. Prohibicja No dobra, wiem, że nie...

Heyah!

W sumie nie mam za bardzo pojęcia, co tutaj robię, ale pewien dobry człowiek powiedział mi, że powinienem jakiegoś bloga założyć, więc pomyślałem, czemu by nie? Sprawa polega na tym, że chyba posiadam pewien dziwny wewnętrzny magnes. Na swojej drodze, całkiem przypadkowo, znajduję bardzo ciekawe miejsca i spotykam zajebiście ciekawych ludzi. Ciekawi ludzie to zazwyczaj ciekawe opowieści, a ja jakoś tak od zawsze lubiłem opowiadać. Więc o tym chyba będzie ten blog. O moich opowieściach. Ci, którzy znają mnie osobiście wiedzą, że zdarza mi się koloryzować, więc tak traktujcie tego...