O twórcach gier: Firmowy zwierzak

Heyah!

Pewnego razu, pewna koleżanka miała urodziny, więc jej lokalne towarzystwo zorganizowało zbiórkę na prezent. Pomyślałem, że to miłe, do czasu aż dowiedziałem się, jaki jest plan.

– Stary, kupujemy jej prawdziwą, faktyczną, używaną, żółtą betoniarkę! – podzielił się Autor pewnego razu na papierosie.
– Ale dlaczego?
– No właśnie!

Przekonał mnie tą argumentacją. Już jakiś czas temu nauczyłem się, że w mojej branży pytanie “dlaczego”, jest momentami pytaniem tylko… retorycznym.

Uważnie śledziłem dalszy rozwój sytuacji. Ktoś się wygadał, a “o mało co” Obdarowana, gdy zorientowała się, jak blisko plan był faktycznej realizacji, bardzo wszystkim serdecznie podziękowała. Panu Autorowi to nawet tak dobitnie dziękowała, że pomysł, wydawało się – umarł.

Pewnego dnia jednak, w firmie pojawił się “Ruch”. Ciężko wyjaśnić ludziom spoza świata korposzczurów (czasem podobnie jest np. w szkole), ale jest to takie plemienne grupowe zjawisko, które powoduje, że wszyscy nagle się gdzieś zbierają, więc i ty się zbierasz. Potem jakoś znajdujesz się w grupce ludzi, z której każdy się na coś patrzy, więc i ty się patrzysz. Do dziś nie rozgryzłem, jak to do końca działa.

Niespodziewanie zza rogu wyszła nieświadoma Obdarowana i otworzyła drzwi do swojego pokoju. Z mojej perspektywy wyglądało to trochę, jakby stanęła na minie przeciwpiechotnej. Najpierw huk, potem krzyk/pisk i leci. Zanim zdążyła z impetem uderzyć o podłogę, to już zaczęła dziękować. Najpierw tak ogólnie, potem bardziej ukierunkowanie, a na samym końcu powiedziałbym nawet, że osobiście.

Powodem całego zamieszania był stojący za drzwiami prawdziwy, naturalnej wielkości, wypchany dzik. Dlaczego? No właśnie!

Trochę ją zaskoczył.

Śmiechu było co niemiara, a Obdarowana goniła właśnie przerażonego Autora, bo aż tak bardzo mu chciała podziękować. Jak już towarzystwo się uspokoiło, to nawet się z panem dzikiem zaprzyjaźniliśmy i tak z nami zamieszkał. Mieliśmy nawet zabawę, że stawiało się go koło drzwi wejściowych i każdy przechodząc obok, przesuwał go o kilka “kroków” na przód, albo schodek lub dwa. Tak sobie chodził ten nasz zwierzak po firmie.

HR kazał nam przestać, bo ludzie na rozmowach kwalifikacyjnych myśleli, że już im ze stresu odwala.

Czołem!

Daj znak/sygnał

Komentarz