O twórcach gier: Jak zepsuliśmy bar

Heyah!

To akurat legenda z mojej obecnej Torontońskiej Fabryki. Swego czasu ktoś postanowił zaryzykować i w takiej mocno industrialnej części miasta postawić specyficzny bar o nazwie “Neon”. Jakby się towarzystwo okoliczne nie zorientowało, właściciele dorzucili tęczowy szyld, flagę “Pride” i drinki z parasolką w standardzie. Raczej atmosferą to było bardziej na żeńską część klienteli nastawione.

Tak to im chyba nawet przez chwilę pod tym kierunkiem działało, ale pech sprawił, że tuż obok postawili Fabrykę (no bo industrialnie przecież). Z niej wypełzły prędko całe grona inżynierów i artystów, którzy spragnieni od razu miejsce odnaleźli. Jedni uwielbiali, ze względu na ciekawy klimat, inni natomiast go chyba… nie zrozumieli, to poszli, bo mają piwo z kranu i podobno fajne dziewczyny przychodzą…

Się przestraszyły.

Mam wrażenie, że dzisiaj z podstawowego kierunku ostał się tylko szyld, co już zostało nam nieraz wypomniane. Obecnie jest to raczej knajpa pod tytułem “twórcy gier i lokalni”, z topornym żarciem i kolorową atmosferą. Drinków z parasolką nikt się jednak tam nie wstydzi i nie musi, bo nie powinien.
Właściciele chyba jednak nie narzekają. W piątek mają pełno.

Czołem.

One Reply to “O twórcach gier: Jak zepsuliśmy bar”

  1. W “Złym” Bolesława Tyrmanda jest opisane dokładnie to samo zjawisko – mimo że akcja książki dzieje się w latach 50 w Warszawie – oczekiwania właściciela lokalu do tego czym ten lokal powinien być (wg jakiejś tam wizji) a to czym faktycznie jest to dwie różne rzeczy 😀

Daj znak/sygnał

Komentarz